MARKOBRODACZO I
POKEMONY
Ratuj mnie narodzie
filipowski bo coś strasznego się w mojej chałupie dzieje!
Znacie mnie, ja tam
strachliwy nie jestem, niejedno w życiu przeszedłem i z niejednego
garnka jadłem, rozum też swój mam i, jak do tej pory, całkowicie
mi wystarczał, a bywało, że i nauk wszelakich innym udzielałem,
bo nie jestem samolubny, w siebie zapatrzony i skoro natura mnie tak
wielką mądrością obdarzyła to niech i inni czerpią z tej
krynicy mądrości czerpią. Ale ostatnio zaczęły się dziać w
mojej chałupie takie rzeczy że i moja odwaga i moja mądrość psu
na budę się zdała. Otóż wyobraźcie wy sobie siedzę sobie
spokojnie w chałupie, w nosie dłubię, po piętach się drapię, a
tu nagle ni stąd ni zowąd wpada do mnie jakiś chłystek z mordy
całkiem do nikogo nie podobny i ani dzień dobry ani pocałuj w
dupę, tylko zapatrzony w jakiś taki mały telewizorek lezie mnie do
łazienki, znaczy się do wiadra com go w kącie postawił na swoje
potrzeby co tam sobie załatwiam, jak mnie się nie chce za oborę
wyleźć, bo zimno, albo deszcz pada. Pomyślałem sobie że może go
nagle sparło i za to do chałupy mnie wlazł bez pytania, bo
wiadomo, jak człeka mocno przyprze to na konwenanse nie zważa, ale
nie, nagle stanął przed tym wiadrem jak wryty, wrzasnął: „Mam!
Mam go!” strasznie się ucieszył, zawrócił się na pięcie i
wypadł z chałupy. Tylko łomot usłyszałem i przeciągły jęk:
„Łoooo Jezuuuuuu!” Musi co łbem w futrynę przywalił, bo moja
chałupa mała, a drzwi jeszcze mniejsze. Mnie to nie przeszkadza, bo
wzrostu jestem dość nikczemnego a i jeszcze lata przygarbiły to
nie ma problemu, ale jak kto nie wie to może sobie porządnego guza
nabić.
No nic, nie powiem
zdziwiło mnie to i trochę zaskoczyło, zacząłem kombinować o co
tu chodzi ale nic nie wymyśliłem. Doszedłem do wniosku, że to
pewnie jakiś wariat. Mało to wariatów po tym świecie chodzi?
Trochę młody, ale to musi od wieku nie zależy. Bóg rozumem
nierówno dzieli. Znam jedną taką dziewczynkę, trzy latka ma, a
już literki składa, nawet swoje imię „MAJA” drukowanymi dużymi
literami kaligrafuje, ale znam też takiego dziada, co już nad
grobem stoi a trzema krzyżykami się podpisuje na dodatek krzywo.
Zadumałem się nad
różnorodnością tego świata i zaczął mnie ogarniać podniosły
nastrój, bo zachwyciła mnie potęga mojego rozumu, kiedy znowu mi
tu ktoś do chałupy wlazł! I też jakiści całkiem nieznajomy i
też z tym jakimś gównem w łapie tylko dla odmiany spokojniejszy,
powęszył w jednym kącie, w drugim, potem stanął koło wiadra
mruknął: „Acha” postukał palcem na tym swoim ustrojstwie i
poszedł.
I tak zaczęli
łazić jeden za drugim. A mój spokój i podniosły nastrój diabli
wzięli. Najpierw się dziwiłem, potem mocno mnie to wkurzać
zaczęło, a potem strach mnie obleciał. A nawet nie strach, a jakiś
lęk metafizyczny bo nijak nie mogłem zrozumieć o co tu chodzi. Na
mnie nie zwracali uwagi, tylko do tego mojego wiadra leźli. Po cichu
zabrałem te wiadro i wyniosłem do obory, ale to też nic nie
pomogło. Dalej leźli. Zamknąłem drzwi na zaszczepkę ale też to
na nic, bo co tam taka zaszczepka, palcem trącić i puszcza. Kota
zatrzyma, kure, pies nie wlezie, ale dla człowieka to żadna
przeszkoda, zwłaszcza że to raczej młode jakieści byli. Zamka
żadnego nie mam bo niby co tu u mnie kraść – te obesrane wiadro?
Wlazłem na swój
barłóg, kordło się przykryłem po same oczy i obserwowałem tą
dziwaczną procesję, kiedy nagle patrzę – nareszcie jakaś
znajoma morda! Przylazło te pijaczysko co to z profilu całkiem do
kozy jest podobny. Ja tam po prawdzie za nim nie przepadam, ale tym
razem się ucieszyłem . „Bracie! Czy ty wiesz co tu się
wyprawia?” zakrzyknąłem wyskakując spod kordły i już chciałem
mu zacząć opowiadać co za dziwy w mej chałupie zaczęły się
dziać, ale on też jakiś taki nieprzytomny, na mnie wcale nie
patrzy i do tego miejsca lezie i tak jak wszyscy poprzednicy
wrzeszczy: „Mam!Mam! Mam go!!!” . „Co ty do jasnej cholery
masz! Co wy tu wszyscy, kurwa, macie, jak tu niczego nie ma!”-
zawrzasłem w wielkiej rozpaczy i już chciałem włosy z głowy
zacząć drzeć, ale tylko się po łysinie paluchami poskrobałem,
bo, jak powiadają starożytni Indianie, mądrej głowy włos się
nie trzyma. „Pokemona!” - odparł radośnie, wycałował mnie,
wyściskał i poszedł w kibinimatier taki zadowolniony jakby mu kto
do kiesieni nasrał, a mnie pozostawił w wielkiej niewiedzy i
trwodze.
To ja się was
zapytowywołuję ludzie kochane o co tu chodzi i co to za diabelstwo
ten pokemon?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz