poniedziałek, 31 października 2016

MARKOBRODACZO I POKEMONY

Ratuj mnie narodzie filipowski bo coś strasznego się w mojej chałupie dzieje!

Znacie mnie, ja tam strachliwy nie jestem, niejedno w życiu przeszedłem i z niejednego garnka jadłem, rozum też swój mam i, jak do tej pory, całkowicie mi wystarczał, a bywało, że i nauk wszelakich innym udzielałem, bo nie jestem samolubny, w siebie zapatrzony i skoro natura mnie tak wielką mądrością obdarzyła to niech i inni czerpią z tej krynicy mądrości czerpią. Ale ostatnio zaczęły się dziać w mojej chałupie takie rzeczy że i moja odwaga i moja mądrość psu na budę się zdała. Otóż wyobraźcie wy sobie siedzę sobie spokojnie w chałupie, w nosie dłubię, po piętach się drapię, a tu nagle ni stąd ni zowąd wpada do mnie jakiś chłystek z mordy całkiem do nikogo nie podobny i ani dzień dobry ani pocałuj w dupę, tylko zapatrzony w jakiś taki mały telewizorek lezie mnie do łazienki, znaczy się do wiadra com go w kącie postawił na swoje potrzeby co tam sobie załatwiam, jak mnie się nie chce za oborę wyleźć, bo zimno, albo deszcz pada. Pomyślałem sobie że może go nagle sparło i za to do chałupy mnie wlazł bez pytania, bo wiadomo, jak człeka mocno przyprze to na konwenanse nie zważa, ale nie, nagle stanął przed tym wiadrem jak wryty, wrzasnął: „Mam! Mam go!” strasznie się ucieszył, zawrócił się na pięcie i wypadł z chałupy. Tylko łomot usłyszałem i przeciągły jęk: „Łoooo Jezuuuuuu!” Musi co łbem w futrynę przywalił, bo moja chałupa mała, a drzwi jeszcze mniejsze. Mnie to nie przeszkadza, bo wzrostu jestem dość nikczemnego a i jeszcze lata przygarbiły to nie ma problemu, ale jak kto nie wie to może sobie porządnego guza nabić.
No nic, nie powiem zdziwiło mnie to i trochę zaskoczyło, zacząłem kombinować o co tu chodzi ale nic nie wymyśliłem. Doszedłem do wniosku, że to pewnie jakiś wariat. Mało to wariatów po tym świecie chodzi? Trochę młody, ale to musi od wieku nie zależy. Bóg rozumem nierówno dzieli. Znam jedną taką dziewczynkę, trzy latka ma, a już literki składa, nawet swoje imię „MAJA” drukowanymi dużymi literami kaligrafuje, ale znam też takiego dziada, co już nad grobem stoi a trzema krzyżykami się podpisuje na dodatek krzywo.
Zadumałem się nad różnorodnością tego świata i zaczął mnie ogarniać podniosły nastrój, bo zachwyciła mnie potęga mojego rozumu, kiedy znowu mi tu ktoś do chałupy wlazł! I też jakiści całkiem nieznajomy i też z tym jakimś gównem w łapie tylko dla odmiany spokojniejszy, powęszył w jednym kącie, w drugim, potem stanął koło wiadra mruknął: „Acha” postukał palcem na tym swoim ustrojstwie i poszedł.
I tak zaczęli łazić jeden za drugim. A mój spokój i podniosły nastrój diabli wzięli. Najpierw się dziwiłem, potem mocno mnie to wkurzać zaczęło, a potem strach mnie obleciał. A nawet nie strach, a jakiś lęk metafizyczny bo nijak nie mogłem zrozumieć o co tu chodzi. Na mnie nie zwracali uwagi, tylko do tego mojego wiadra leźli. Po cichu zabrałem te wiadro i wyniosłem do obory, ale to też nic nie pomogło. Dalej leźli. Zamknąłem drzwi na zaszczepkę ale też to na nic, bo co tam taka zaszczepka, palcem trącić i puszcza. Kota zatrzyma, kure, pies nie wlezie, ale dla człowieka to żadna przeszkoda, zwłaszcza że to raczej młode jakieści byli. Zamka żadnego nie mam bo niby co tu u mnie kraść – te obesrane wiadro?
Wlazłem na swój barłóg, kordło się przykryłem po same oczy i obserwowałem tą dziwaczną procesję, kiedy nagle patrzę – nareszcie jakaś znajoma morda! Przylazło te pijaczysko co to z profilu całkiem do kozy jest podobny. Ja tam po prawdzie za nim nie przepadam, ale tym razem się ucieszyłem . „Bracie! Czy ty wiesz co tu się wyprawia?” zakrzyknąłem wyskakując spod kordły i już chciałem mu zacząć opowiadać co za dziwy w mej chałupie zaczęły się dziać, ale on też jakiś taki nieprzytomny, na mnie wcale nie patrzy i do tego miejsca lezie i tak jak wszyscy poprzednicy wrzeszczy: „Mam!Mam! Mam go!!!” . „Co ty do jasnej cholery masz! Co wy tu wszyscy, kurwa, macie, jak tu niczego nie ma!”- zawrzasłem w wielkiej rozpaczy i już chciałem włosy z głowy zacząć drzeć, ale tylko się po łysinie paluchami poskrobałem, bo, jak powiadają starożytni Indianie, mądrej głowy włos się nie trzyma. „Pokemona!” - odparł radośnie, wycałował mnie, wyściskał i poszedł w kibinimatier taki zadowolniony jakby mu kto do kiesieni nasrał, a mnie pozostawił w wielkiej niewiedzy i trwodze.
To ja się was zapytowywołuję ludzie kochane o co tu chodzi i co to za diabelstwo ten pokemon?


Copyright by Markobrodaczo, Filipów,październik 2016. All rights reserved.


Brak komentarzy: