piątek, 3 lutego 2017

MARKOBRODACZOLEAKS CZYLI HISTORIA PRAWDZIWA ACZKOLWIEK CIUT PRZERAŻAJĄCA O TYM DLACZEGO W FILIPOWIE NIE MA BAZY AMERYKAŃSKICH WOJSK.

Jakiści Assange ujawnił tajemnice amerykańskie i za to umieścili go w jakiejś ambasadzie, musi ekwadorskiej. Strasznie tu się nudno zrobiło w Filipowie wszyscy gdzieś się po świecie porozjeżdżali i czasami mam wrażenie że zostałem tu tylko ja i moja kobyła. Dlatego też postanowiłem ujawnić kulisy powstania bazy amerykańskich wojsk w Polsce. Może i mnie do jakiej ambasady wezmo? Ekwadorska już zajęta to ja poproszę jakąś też z cieplejszych krajów, bo zima tu u nas zaczeła się srożyć i opału nie starcza.
A było to tak.
Pewnego razu w Pentagonie jakiś czas temu zebrała się cała amerykańska wierchuszka gienerałów. Strasznie byli zafrasowane że cosik im Putin rozrabia. Radzili, dyskutowali, po głowach się skrobali a w końcu doszli do wniosku, że to trzeba jakąś bazę kole ruskich wybudować, coby ich ruchy z bliska obserwować. No a gdzie jest najwięcej ruskich czołgów, rakiet i inszego paskudztwa? No wiadomo że w Obwodzie Kaliningradzkim. Wzieli, mapę rozłożyli palcem trykneli i wyszło im, że najlepiej tą bazę zbudować w … Filipowie.
- Polaki to strasznie jakiś durny naród, ogromnie nas kochają nie wiadomo za co, to i chętnie na takie cuś się zgodzą – orzekł jeden.
- Fakt, nawet na przyjecie naszych terrorystów się zgodzili, coby tam u nich ich potorturować. Bo w Hameryce to jakoś nie wypada..
- No ale czemu Fylypów, co to w ogóle jest, toż tam jakaś dzicz, jakieś lasy, jeziora, bagna, czy tam się w ogóle da dojechać? Toż nawet tej nazwy wymówić nie można, język można połamać - zafrasował się jakiś genarał.
-A na co ci drogi. I gdzie ty tam chcesz jeździć? Pobuduje się lotnisko, przyleci kilka Herkulesów, sprzęt przywiezie, jakieś stanowisko na drony się zbuduje coby nad ten Kaliningrad latały, ruskich fotografowały , koszary, magazyny no i przede wszystkim kantynę, żeby hot dogi i hamburgery były, bo czort wie co te tubylcy żrą, podobno słonine i raki, tfu, obrzydliwość! - rzekł generał lotnictwa.
- A że nie można tego Fyl, Fly Fylympowa wymówić to i lepiej, trudniej będzie namierzyć nasze stanowiska – orzekł specjalista od szyfrów.
- Pewnie, drogi niepotrzebne, jeździć tam nie ma gdzie i po co, toż z tą hołotą bratać się nie będziemy no chiba że się złapie kilka dzikusek na jakieś małe bara-bara, zawsze to jakaś odmiana. - zatarł rączki jakiś niewyżyty.
- No ale to przecież będzie strasznie dużo kosztowało, te lotnisko, przeloty, utrzymanie bazy. Nie lepiej to te pieniądze przeznaczyć na walkę z biedą, na poprawę warunków życia naszych obywateli, na głodujące ludy Afryki? - zaczął się zastanawiać jakiś starszy generał.
Uch, jak oni wszystkie wtedy na niego rzucili! Jak zaczęli krzyczeć! Że chiba zgłupiał. Że mu na starość rozum odebrało. Że oni nie są od takich durnot, tylko od wojen. Że zbrojenia całą gospodarkę napędzają, PKB rośnie, a z tego dochodu to i owszem można jakiś jeden promil rzucić na wdowy, sieroty i inwalidów wojennych. A tak w ogóle to chyba mu czas na emeryture.
Biedny generał się skulił, ścichł, wcale już się nie odzywał, bo przecież i on chciał mieć jakąś ulicę swojego imienia, a przynajmniej jakiś skwerek.
Na koniec tej całej narady doszli do wniosku, że trzeba by sprawdzić co to jest ten cały Filipów i postanowili wysłać jednego na przyśpiegi. No i przyjechał autobusem jeden taki durny, za bardzo tołku nie miał i zamiast w Filipowie wysiadł w Motulach Starych. No i zaiwaniał na piechote do Filipowa, a po drodze spotkał Szeryfa, który mocno już ubzdryngolony wracał sobie do domu środkiem szosy śpiewając na całe gardło jakieś wojskowe marsze, żeby się lepiej szło. A że miał na sobie amerykański generalski mundur, więc ten amerykański szpion stanął odruchowo na baczność i Szeryfowi zasalutował. Szeryf dawno się nie spotkał z takimi objawami szacunku, prawdę mówiąc to w ogóle, zdaje się, nikt mu nigdy żadnego szacunku nie okazywał, więc mile zaskoczony wyciągnął zza pazuchy butelkę berbeluchy i biedaka poczęstował. Ten wypił (czyż mógł odmówić generałowi?) oczy mu stanęły w słup, padł na plecy, wierzgnął trzy razy nogami i było po chłopie. Jednakowoż Szeryf poniżej osiemdziesiątki nie schodził, a te amerykańskie biedaki to tylko jakieś burbony piją i to wodą rozcieńczone. Kudy im tam do naszych wyrobów. Szeryf trochę się zdziwił i poszedł dalej swoją drogą, a na szosie się ostał zimny trup.
Może ktoś się zapyta skąd u Szeryfa generalski amerykański mundur? A to już prosta sprawa. Jeden taki z Filipowa, ten co to giębę ma z profilu całkiem podobny do kozy ma brata w Hameryce i ten brat kupił gdzieś na wyprzedaży z amerykańskiego demobilu cały kontener mundurów. Wiadomo, co tam stare, to u nas prawie nowe, zresztą całkiem dobrej jakości te mundury były, trzeba było tylko gdze niegdzie trochę pocerować, troche uprać i można sprzedawać. Cały Filipów chodził w te mundury ubrany. Troche to i dziwnie wyglądało, bo nieraz czapka była z jakieś piechoty morskiej bluza z lotnictwa a gacie od służby kuchennej, ale to nikomu nie przeszkadzało. A że mundur bez dystynkcji słabo się prezentuje, to sobie każdy jakimiś gwiazdkami to dekorował a nikt przecież nie będzie łąził jako zwykły szeregowiec, stąd też zaludnił się ten Filipów samymi genarałami. A skąd te pagony i gwiazdki, to już nie wiem, czy ten z kozią mordą sam sprowadził, czy mu brat dosłał.
No ale wracajmy do naszej historii. W tej Hameryce, trochę się niepokoili, na meldunki czekali, a tu nic. Wysłali drugiego. Ten akurat w czwartek przyjechał, na rynek zaszedł i zobaczył jak przy straganie dwóch generałów o jakąś szmatę się biło. I też z wrażenia padł. Serce nie wytrzymało. Trzeciego załatwili smorodinowką od naszych przyjacół ruskich alkocholików kupioną. I tak to po kolei szło. Straszny się z tego w końcu ambaras zrobił, bo Amerykańcy bardzo nie lubią kiedy im ktoś ginie, a zwłaszcza za granicą. Powołali Komisję Nadzwyczajną Do Spraw Zagubionych Szpionów, radzili, się głowili i wpadli na pomysła. Przecież jest w Hameryce parę milionów ludzi polskiego pochodzenia to i we wojsku musi ich trochę być. No i faktycznie znaleźli ich trochę, a jeden, Zyby Kowalsky, nie dość, że polskiego pochodzenia, to na dodatek jego ojciec czy też dziadek pochodził z Filipowa. Wezwali go do siebie i rzekli mu w te słowa:
- Słuchajcie, szeregowy Kowalsky, jest taka to a taka sprawa, Helikoptery transportowe silniki grzeją, budżet już na bazę ustalony a tu ludzi nam znikają jak w czarnej dupie, dziurze znaczy się, trzeba jechać i sprawdzić a co tu chodzi. Jak dobrze się sprawicie to kapralem zostaniecie a może i sierżantem.
- Bonszyt, fakju maderfaker - pomyślał po ichniemu Kowalsky, ale rozkaz to rozkaz, trzasnął obcasami, potem drzwiami i do Filipowa ruszył.
A tymczasem w Filipowie sodomacja, wójt od zmysłów odchodzi. Wojny nie ma a trup ściele się gęsto. I to wszystko młode i z gęby do nikogo niepodobne, a dokomentów przy sobie żadnych i nikt do nich się nie przyznaje. Co jest? Robili sekcje zwłok, nic szczególnego, ot tyle że każdy miał trochę promili we krwi ale to góra cztery, no to przecież tyle co nic. Ogłoszenia do gazet dawali, portrety zamieszczali ale nikt się po nieboszczyków nie zgłaszał. No i trzeba było ich w końcu pochować i to oczywiście na koszt gminy. A przecież człowiek to nie pies, pod płotem nie zakopiesz. I grób trzeba wykopać i księdza opłacić. Rosła na cmentarzu Aleja Nieznajomych a wraz z nią dziura budżetowa. A przecież potrzeb co niemiara, choć na ten przykład asfalt na Olendrach wylać trzeba, toż to wstyd, środek miasta, a tu jakaś polna droga. No i co to za reklama dla gminy. Turysty przyjeżdżajo a tu jakiś pomór, gorzej jak ptasia grypa. I czym tu teraz Filipów zareklamować, jakie hasło dać w internecie? „ Chcesz umrzeć młodo , zapoznaj się z Filipowa urodo!” „Każdy tutaj prawdę powie, najszybciej umrzesz w Filipowie!” No to przecież tak nie może być!
Martwił się wójt, frasował, po głowie się skrobał, w końcu na pogrzeb kolejnego nieznanego się wybrał, w nadziei że może zjawi się tam jakiś krewny, albo chociaż znajomy i pomoże zagadkę wyjaśnić, ale nie, był tylko on, ksiądz z kropidłem i grabarze. Nawet pies z kulawą nogą nie przyszedł, tylko wróble ćwierkały i krowy gdzieś na Konisiów łące smutno ryczały.
Wrócił wójt do gminy zły jak jasna cholera, bo tylko niepotrzebnie na wiązankę kwiatów się wykosztował (nie z własne kieszeni, z budżetu gminy oczywiście, ale pieniądz jest pieniądz) czas stracił, a że gorąc był, pić mu się zachciało to wziął sobie Tymbarka w szklanej butelce, takiego co ma zawsze pod kapslem jakiś napis. Otworzył i przeczytał: „Twoja kolej”. Strasznie się czegości znerwował, butelkę z trzaskiem na biurko odstawił i zaczął działać.
Powołał specjalną Komisję Do Spraw Nagłych A Tajemniczych Śmierci. Szefem tej komisji został (zupełnie przypadkowo) jego szwagier. Ten z kolei zatrudnił sekretarkę (prywatnie jego żona) kierowcę (brat żony) i dwóch członków komisji (kumple z wojska). Tabliczkę na gminie przybili i działalność uroczyście otworzyli.
Działać zaczął też Kowalsky. Na początek zaczął szukać swoich tak zwanych korzeni kombinując skądinąd słusznie że od czegoś trzeba zacząć, a wiadomo że najlepiej się gdzieś przy rodzinie zaczepić. No i wiecie co się okazało? Że on nie jest żaden Zyby Kowalsky, tylko Zenek Kibitlewski i że wcale nie pochodzi z Filipowa, tylko z Garbasa Drugiego. No to go powieźli do tego Garbasa. On już Filipowem był mocno wystraszony, myślał że na koniec świata trafił, ale jak go zaczęli wieźć do Garbasa, przez Mieruniszki gdzie straszą ruiny kościoła, przez te łąki, oczerety, nieużytki, lasy i jeziora, po tym nieszczęsnym bruku, to w pewnej chwili przyszło mu na myśl, że co musi ruskie go zdekonspirowali i na Sybir wloką. Ale nie, dojechali do tego Garbasa, a jak się ludzie dowiedzieli, że Amerykaniec przyjechał i to na dodatek jakiś niby stąd, to każdy się do jakiegoś pokrewieństwa przyznawał, albo chociaż znajomości i każdy chciał go ugościć. No jedzenia to joni za dużo nie mieli, ot trochę kartofli i tyle co z jeziora można wyciągnąć, no ale przecież pić mieli co. Bez jedzenia to można jeszcze pożyć, no ale bez picia nie.
Oj, chyba lepiej by dla niego było, żeby on tej swojej rodziny nie szukał! Nie żeby go ta wóda wykończyła, ale niestety geny rodzinne w nim się odezwały i jak zaczął pić to pił już na umór. I gdzieś po dwóch tygodniach doszedł do wniosku że on żaden Hamerykaniec tylko najprawdziwszy Polak, swojak, tutejszy. I zaczął słać meldunki. Pierwsze to były nawet składne coś w rodzaju: „ Bazy chceta a wizów nie dajeta? HWDP!”,ale potem to już było tylko gorzej, bo pisał tylko gdy trochę prze trzeźwiał ale wtedy trzęsionki dostawał, pazury mu na klawisze nie trafiały i wychodziło mu coś w rodzaju : „ mjkekjhddyjhe dois sWE jo cgujh hkurwa, jabhnjkesty jebhaane11” Te w Hameryce całkiem zgłupieli, deszyfrantów najlepszych jakich mieli zatrudnili, ale i tak żadnego sensu w tych meldunkach nie znaleźli. A Zenek jednak jakieś sumlenie miał i rozkaz wypełnić chciał i płakał i dupę wszystkim wkoło truł, że on ma sprawę do załatwienia natury światowej i w końcu chłopy się zebrali i uradzili, żeby go do mnie przywieźć, bo wiedzieli że, nie chwalący się, tylko ja jeden Markobrodaczo, w Filipowie i okolicach światowy i w polityce obyty.
No i siedziała ta lebiega u mnie kobyłę po grzywie głaskała i w pysk całowała dozgonną miłość jej przysięgając. Widać całkiem mu ta garbaska hara mózg zeżarła. A ja i owszem meldunek napisałem i amerykańcom wysłałem. Co tam napisałem to już tajemnica wojskowa jest, w każdym bądź razie z budowy bazy w Filipowie Amerykanie, dzięki mnie, zrezygnowali. Podobno będą ją budować gdzieś w Redzikowie, bo to też dla nich jest trudno wymówić,ale to już nie moja sprawa.
A co z tą całą Komisją Do Spraw Nagłych A Tajemniczych Śmierci? Działają i to jeszcze jak prężnie! Rozrosła się, musi już z kilkadziesiąt osób tam pracuje. Nawiązali współpracę z cmentarzami w kraju i za granicą, a szczególnie za granicą, podpisali jakieś porozumienia z cmentarzami lwowskimi,wileńskimi, francuskimi,rosyjskimi rzecz jasna i w ogóle z kim się dało. Projektami pomników się wymieniają, planami na przyszłość, sprawozdania piszą no i oczywista ciągle w zagraniczne delegacje jeżdżą. Zapisali się do Word Funeral Socjety czy jakoś tak i jakieści pieniądze stamtąd dostają, granty czy jak to tam się nazywa. Takie zapracowane, że nie mieli czasu na nasz cmentarz zajrzeć i zobaczyć, że te tajemnicze zgony całkiem ustały. Ja tam nawet ich rozumiem, po co się po cmentarzach włóczyć, od tego tylko smutek, lęk i melankolia człowieka ogarnia. Ale z tymi grantami to uważam że granda jest. Ale to już zupełnie inna historia.


Copyright by Markobrodaczo, Filipów, All rights reserved.

środa, 18 stycznia 2017

FILIPOWSKIE ELEKTROWNIE CZYLI MARKOBRODACZO NA TROPACH KLIMATYCZNEJ AFERY

Gdzieś może z dwa lata temu odbył się w Warszawie Kongres Klimatyczny. Nazjeżdżało się z całego świata klimatologów, naukowców, geologów, ginekologów, dziennikarzy, polityków i inszego tałatajstwa i dalejże obradować nad globalnym ociepleniem klimatu i co z tym zrobić. Oczywiście połowa tej bandy twierdziła, że żadnego ocieplenia nie ma, druga połowa że jest jak najbardziej, a byli i tacy, którzy twierdzili, że czy jest czy też nie ma to i tak wszystkich nas szlag trafi. Obradowali, się kłócili, szereg uchwał uchwalili, a przede wszystkim doszli do wniosku, że te ocieplenie to przez człowieka, a szczególnie przez różniste gazy którne tenże człowiek wydziela. Nie tylko ocieplenie ale i dziura ozonowa, smog i te rzeczy.
Mógłby ktoś zapytać, co ma piernik do wiatraka, czyja chata z kraja, co to nas w ogóle obchodzi, zwłaszcza że Filipów leży przy polskim biegunie zimna i nas to za bardzo nie dotyczy.
Otóż dotyczy i to nawet bardzo!
Ale do rzeczy, zara powiem o co się rozchodzi. Otóż mało kto wie, a nawet jak wie to nie pamięta, ale nie tak dawno chiba z rok temu były wybory na Filipowskiego wójta. Ja te wybory wygrałem jednogłośnie bo tak się złożyło, że urna wyborcza była w mojej chacie i jakoś tak wyszło, że nikt oprócz mnie w głosowaniu nie brał udziału, ale mniejsza o to. Wybory to wybory a wójt to wójt. Nawet ze dwa dni w gminie porządziłem ale mnie wywalili ze względów formalnych, czy proceduralnych. W pierwszej chwili nawet chciałem protestować, walczyć do Sztrasburga się odwoływać, ale w końcu machnąłem na to ręką. A pies im mordę lizał, ja na władzę nie łasy. Ale zanim mnie wywalili to zdążyłem biurko przetrząsnąć, myślałem że może jakieś whisky znajdę, bo jak wiadomo każdy wójt w biurku trzyma whisky albo koniak, co można na każdym polskim filmie zobaczyć, ale ten mój poprzednik to jakiś nienormalny był, bo nic takiego nie było nawet marnego piwka natomiast zamiast tego w dolnej szufladzie w najdalszym kątku, pod stertą papierów znalazłem teczkę z napisem „Ściśle tajne. Przed przeczytaniem spalić.” Oczywiście zaraz ją otworzyłem zacząłem czytać i powiadam wam włosy mi z wrażenia dęba stanęły! Oczywiście nie na głowie bo te gdzieś mi się zapodziały już dawno temu, ale wszystkie pozostałe stanęły. Otóż na tym kongresie jakijści amerykański uczony chińskiego pochodzenia Ma Li Naple Tek wygłosił referat pt ”Gazy wydzielane przez człowieka sposobem dupnym, ich szkodliwy wpływ na klimat oraz jak temu zaradzić” I okazało się że te amerykańcy wynaleźli taki sposób co by te gazy skraplać i na energię elektryczną w specjalnych elektrowniach zamieniać. A że Polaki wyrywne i wszystko co amerykańskie a jeszcze chińskiego pochodzenia łykają jak gięś bułke to zaraz się zgłosili i na eksperymentalną budowe takiej elektrowni zgodzili. I to gdzie? Ano właśnie w Filipowie! Że to niby Natura 2000, Dolina Rospudy i to trzeba przed tymi zmianami klimatycznymi chronić. A mnie się wydaje że to gówno prawda czyli po ichniemu bonszyt i jem tylko chodziło o to że większego zadupia niż Filipów to nigdzie nie ma a tu ludzie takie głupie że na wszystko się zgodzo. I nawet przepisy wykonawcze uchwalili (oj szybko im to jakoś poszło, szybciutko!) Najebali tego kilkaset stron urzędasy pierdolone punkty podpunkty odnośniki załączniki nie będę tego wszystkiego przepisywał podam tylko co mię się wydaje najważniejsze czyli tak zwaną kwintesencję:
1.Każdy mieszkaniec Filipowa oraz gminy Filipów od maluszka do staruszka będzie zobowiązany zbierać swoje pierdliny do specjalnych baloników – ciemnoniebieskich na noc i jasnozielonych na dzień. Czemu taki podział? Podobno te nocne są mocniejsze znaczy się mają większą wartość energetyczną.
2. Raz na tydzień te baloniki trzeba będzie zdać w specjalnym punkcie pobrań przy Urzędzie Gminy Filipów gdzie będą też wydawane następne na przyszły tydzień.
3. Gazy te będą skraplane i magazynowane w specjalnych zbiornikach a następnie przetwarzane w elektrowni.
4. Elektrownia będzie się składała z dwóch bloków : „Pierdlina Wielka” o mocy 800 Megawatów i „Pierdlina Mała” o mocy 500 Megawatów.
5. Elektrownia i zbiorniki będą wybudowane w latach 2020 do 2025 w okolicach Starego Młyna.
6. W ramach rekompensaty dla ludności będą wprowadzone bonifikaty w rachunkach za energię elektryczną (wielkość bonifikaty będzie uzależniona od ilości dostarczonego surowca.)
7. Całością tego przedsięwzięcia ma zawiadywać specjalny urząd podległy bezpośrednio rządowi.
8. Siedzibą tego urzędu będzie dotychczasowy Dom Kultury.
9. Przewiduje się dwuletni okres przygotowawczy dla ludności w latach 2018-2020 kiedy to będzie prowadzona intensywna akcja uświadamiająca potrzebę istnienia tej inwestycji oraz nauka obsługi baloników.
10.Przewidywana jest zmiana w uprawach rolnych. Mają być preferowane rośliny strączkowe (fasola, groch, bób) oraz kapusta i ziemniaki.

To tak w największym skrócie, bo tak jest jeszcze pełno odnośników, szczegółowych rozporządzeń, przepisów wykonawczych, planów lokalizacji elektrowni i zbiorników itd. itp.
No i jak wam się to podoba? Bo ja tu mam szereg wątpliwości. A prawdę mówiąc wcale mnie się to nie podoba. Skoro to ma być takie dobre, ekologiczne,zdrowe to czemu Amerykanie u siebie takich elektrowni nie stawio? Bo ja jakoś o tym nie słyszał. O gazach łupkowych to bębnio prawie codziennie a o tym ani mru mru.
No właśnie! Czemu to taka tajemnica?
Oj coś mi tu mocno śmierdzi!
Na mój chłopski rozum chodzi o to że to jest niesprawdzona technologia i joni chcą ją na nas przetestować. Jak się uda to dobrze a jak się nie uda... uch to aż strach pomyśleć. Na ten przykład co będzie jak się taki zbiornik rozszczelni? Tera, bywa, jak się ktoś barbeluchy popije i kapusto zagryzie to jak się zesra to chodź weź i oknem uciekaj, taki smród. A jak pójdzie taka fala skondensowanych filipowskich pierdlin?
Argamedon!
Zagłada!
Żywego ducha w naszej Dolinie Rospudy nie zostanie. No chiba że szczury, pluskwy i karaluchi, ale marna to dla nas pociecha. No i ciekawe co na naszym zbiorowym nagrobku napiszą. „Tu leżą wreszcie zgodnie razem zagazowane Filipowianie.Zginęli dla dobra nauki zatruci swoim smrodem” .Żeby potem chociaż takich śmierdzieli do czyśćca wpuścili na jaką kilkusetletnią kwarantannę, Boże uchowaj, toć to będzie wstyd taką zasraną gromadą na Sąd Ostateczny się stawić. Toż będzie chryja jak Pan Bóg z Lucyperem zaczną się chandryczyć gdzie nas umieścić i Pan Bóg powie : ” A węźże ty Lucku do siebie tych śmierdzieli toć i tak u ciebie smołą i asfaltem ciągle zajeżdża to jakoś wytrzymasz a ja w zamian wezmę Stalina i Hitlera do nieba”. I będzie wielki wstyd i przeogromny śmiech wszystkich ludów tego świata przeszłych i tych co po nas nadejdą i nawet odpyskować nie będzie jak, bo jakoś przy Bogu nie wypada. Uj, na samą myśl aż mnie skręca.
Ale wracajmy na ziemię. Jakież to zmiany obyczajowe może taki obowiązek balonikowego pierdzenia wprowadzić! Już teraz nie będzie się mówiło:”do widzenia” ale „miłego pierdzenia”, już nie zapytasz sąsiadki „jak się spało?” ale „jak się pierdziało?” Jedno co dobre to to, że teraz będą na mnie mówić „stary pierdziel” z szacunkiem a nie z pogardą bo jak się okazuje według naukowych badań starsi ludzie cześciej i więcej pierdzą a ich pierdliny są mocno zjadliwe (w sensie jadowite a nie do jedzenia) a bez to bardziej wartościowe. I już nikt nie będzie się w towarzystwie powstrzymywał, tylko każdy będzie dawał ile wlezie, aż się obesra…
No i ciekaw jestem, jak to będzie wyglądało, że tak powiem technicznie. W nocy, to pół biedy, napierdział balonik, powiesił w sieni kole roboczych kapot i szlus, no ale w dzień? Baby to dadzo rade bo w spódnicach chodzo, najwyżej szerszą założą. Widział ja nawet na obrazie jakiegoś hiszpańskiego malarza Welaskez mu było, czy jakoś tak, co kiedyś była taka moda że baby miały takie wielgachne spódnice na obręczach. Pod taka spódnice to i dziesięć baloników można powiesić, szlauch do dupy i pompuj ile wlezie, nigdzie nie polecisz, bo siarkowodór przecie cięższy od powietrza. No ale co ma chłop zrobić? Napierdzi, zaraz mu to w spodniach wyprze i będzie się kolebał po Filipowie jak ten kaczuk z dupą wydętą? Ani to wygodnie ani to estetycznie. Chyba trzeba będzie się nauczyć tak pierdzieć żeby w domu się wypierdzieć i na miasto już pustym iść, że tak powiem. I nic tu nie pokombinujesz bo te uczone mają wyliczone ile kto średnio wypierdza, ile dorosły, ile dzieciak, a i krowie nie podstawisz bo gazy zwierzęce mają inny skład. W załączniku numer 132 wyczytałem też że będzie utworzona specjalna straż, która będzie tego wszystkiego pilnowała, po domach chodziła, ludzi obwąchiwała, czy czasami coś nie kombinujo, sztraf, znaczy się kary, mandaty wlepiała. Nawet taryfikator jest, a jakże (załącznik nr 134).
Na pociechę wymyślili że raz do roku będzie święto. Dzień Wolnego Pierdzenia. W ten dzień będzie można sobie popierdzieć bez baloników ile wlezie. Będą występy, festyny, wójt obdzieli nagrodami te rodziny, które najwięcej napierdziały, nagrody indywidualne, będzie przyznawany tytuł Wielkiego Pierdziela dla osoby, która w ciągu roku najwięcej napierdzi, konkursy wszelakie jak np. gaszenie świeczek wiadomym sposobem, połączone zespoły Rospuda i Onegdaj odśpiewają nowy hymn Filipowa:
„Pierdź, Narodzie, pierdź,
Śmierdź, Narodzie, śmierdź”
Reszta hymnu w załączniku nr 44.
A najgorzej mnie wkurza, że nasza gminna rada to wszystko natychmiastowo przyklepała. Spotkali się kole północy (tera taka moda, że wszystkie noco obradujo) na tajnym posiedzeniu i wszystko to poprzez aklamację przyjęli. I nikt nas o zdanie nie pytał. Jeden to nawet taki był wyrywny, że chciał zmienić nazwe „Filipów” na „Pierdlinów” ale zaraz drugi wyskoczył z wnioskiem ze lepiej będzie „Pierdzielewo Wielkie”, ten co był na robotach w Niemczech powiedział, że ładniej byłoby „Dupensrat” innemu zaś zamarzyło się tak z amerykańska „ Szyt City”, pożarli się, pokłócili i nic z tego nie wyszło. No i dobrze, już tu jeden taki reformator twierdził, że „Filipów” to powinno być „Karzekupie”. A czemu? To już jego spytajcie.
Ja tam w każdym bądź razie na rozkaz pierdzieć nie zamierzam. Już nawet ugadałem takiego jednego z Bakałarzewa żeby za mnie pierdział. Nawet się chętnie zgodził, bo on też taki ekolog mocno o środowisko dbający. Raz gdzieś w gazecie przeczytał albo w telewizorni usłyszał, że świat a takoż i Polska cierpi na deficyt wody. Strasznie się tym przejął i zaczął tą wodę oszczędzać. Przestał się myć, bo jak udowodnili radzieccy uczeni brud niemyty i tak sam po trzech miesiącach odpada, no i zaczął ograniczać ilość wody w spożywanych płynach. Doszedł do tego że płyny przez niego spożywane zawierały zaledwie 20% wody, ale zaczęły go pająki ciągać, białe myszki po chałupie grasować i rad niewola wrócił do płynów, które zawierają 60% wody. Toteż liter takiego płynu mu zaniesłem, razem skonsumowałem i tą opowieść napisałem.


Copyright by Markobrodaczo, Filipów, All rights reserved.