piątek, 7 grudnia 2012


            ZADUSZKOWY MARKOBRODACZO  CZYLI POGRZEB KOTA.


Zdarzyło się to już dawno, gdzieś w okolicy Zaduszek, ale dopiero teraz przystępuję do opisania tej historii, bo to były straszne przeżycia i jeszcze teraz resztki włosów powstają mi na głowie kiedy przypomnę sobie te  chwile. Ale uprzedzam osoby o słabszych nerwach, aby nie czytały tego tekstu, bo będę opisywał rzeczy straszne i przerażające i może się w mozgach pomieszać od tego, a wariatów już i tak ci u nas dostatek.
Ludzie, ludzie, powiedzcie mi czemuż to ja mam tak przechlapane? Ciągle muszą mi się przytrafiać jakieś niesamowitości. Na ten przykład pewnego razu w późnojesienny wieczór, normalnie jak człowiek poszedłem do Syperkowej świetlicy, normalnie, jak człowiek wypiłem kilka piw, bo każdy normalny człowiek musi wypić kilka piw, żeby jako tako w tym filipowskim społeczeństwie przetrwać, bo przecież na trzeźwo tu żyć się nie da. Kiedy wyjdę trzeźwy na ulicę to patrzeć na ludzi nie mogę. A jak trochę wypiję to i owszem, nawet lubię, a jak troszkę więcej wypiję to jeszcze bardziej lubię, a jak jeszcze więcej wypiję, to nawet kocham tych ludzi, a jak już się całkiem ubzdryngolę to kocham cały świat, nie tylko ludzi ale i roślinki, zwierzątka, normalnie wszystko. No i może wypiłem trochę więcej niż te kilka piw i uznałem że już wystarczy by  pójść zmierzyć się ze światem.
            I poszedłem.
Idę sobie, parę kroków zrobiłem, patrzę, a tu na tym paskudnym zakręcie, co tyle przeżył stłuczek, karamboli i wypadków leży rozjechany kot.
Żal mi się go cholernie zrobiło, bo czymże się nasze życie różni od życia takiego kota? Nikt z nas nie wie, jaki go czeka koniec. Nas to przynajmniej pochowają, a ten tu leży i nikt się nim nie zajmie. No chyba że ja. Wziąłem tego nieszczęsnego kota i poszedłem pochować go na mariawickiej łące. Po drodze zaszedłem do Firka bo pomyślałem sobie tak: ludziom do grobu wkładają różne jego ulubione rzeczy, wojownikowi broń, muzykowi gitarę, zwykłemu człowiekowi to chociaż różaniec i święty obrazek, a czy taki kot też by nie chciał czegoś mieć?  A co może być dla kota ulubionego?  Pewnie że kiełbasa! No to poszedłem po tą kiełbasę.
Lubię czasami zajść do Firka, bo tam takie fajne dziewczyny stoją, jedna czarna, druga blondynka (Ech, żeby ja był trochę młodszy! Ale chociaż popatrzeć to też przyjemnie)  i mówię do nich:„Dajcie mi kawałek kiełbasy na pogrzeb kota, przejechali biedaczka, pochować go trzeba...” i podtykam im te  kocie truchło pod nos. Skrzywiły się, popatrzyły tylko po sobie wymownie myśląc zapewne: „Markobrodaczowi znowu odbiło; ten jak się nachla,  to zawsze coś durnego wymyśli”, ale kiełbasę sprzedały. Klient nasz pan. Nawet jakieś pudełko po butach mi dały na kocią trumnę. A myśleć mogą co chcą. Cóż znaczy te ich głupie myślenie wobec spraw ostatecznych, wobec życia i śmierci, wobec wieczności i nieskończoności.
Siadłem na trawie koło krzyża, kota położyłem obok, grób mu pazurami wygrzebuję i tak sobie ponuro rozmyślam: ”Ech nędzne te życie, cóż po nas zostanie, tylko pamięć... A jaka to pamięć? Ot, niedaleko stąd, jakiś czas temu zmarł człowiek... Zmarł? Zdechł jak ten kot, nikogo przy nim w chwili śmierci nie było, nikt go nie potrzymał za rękę, nikt za nim nie zapłakał, wręcz przeciwnie, wielu pewnie odczuło ulgę. Nawet nikt jego imienia nie znał. „Szeryf” na niego wołali, bo jak się napił, a pijany był zawsze, to rządził całym Filipowem, śpiewał na całe gardło maszerując środkiem ulicy za nic mając jeżdżące samochody, przekleństwa kierowców i pogardliwe spojrzenia przechodniów. Ile razy samochód go potrącił, ale zawsze wychodził z opałów i dopiero tu go śmierć dopadła. A przecież i on miał matkę, która go na rękach nosiła, kołysanki śpiewała, serdecznie kochała i wielkie nadzieje z jego przyszłością  wiązała!!!
 Albo Zenon Sz.  Mocarz z niego był, byki o północy po cmentarzach prowadzał, do swojej ulubionej na trzecie piętro po piorunochronie chadzał i też sczezł gdzieś w kącie.
A „Generał” który nie opuścił żadnego meczu „Rospudy Filipów” albowiem wiedział, że tam może drzeć się i hałasować bez strachu, że go policja zamknie? Toteż wył jak stado kojotów, trąbił na trąbkach i robił więcej zamieszania niż stu przeciętnych kibiców.
 A ten, któremu życie w Filipowie tak dojadło, że wbił sobie szydło w serce?
 A ten (też bodajże Zenon mu było na imię) który z dachu na głowę skoczył? I nikt ich za bardzo nie żałował „ zapił się, zdurniał” mówili. A przecież każdy z nich miał jakieś marzenia, jeden studiować zaczął, drugi zakochał się bez pamięci, inny zaś wielki talent do kamienia miał, nikt nie umiał obrabiać kamienia tak jak on, ale wszystkich dopadł ten filipowski spleen, co duszę zatruwa i tylko wódka pocieszycielka jest jedynym lekarstwem na to, ale i ona w końcu zdradza i gdzieś na sznur, albo zwyczajnie w błoto prowadzi.
I wielki żal mnie ogarnął za tym wszystkimi zapitymi, powieszonymi, niechcianymi że zacząłem  wołać ich wielkim głosem:
 „Przybywajcie!
 Przybywajcie na wielką ucztę, na stypę, na koci pogrzeb!
Przybywajcie odrzuceni!
Przybywajcie zapomniani!
Przybywajcie za życia wyśmiewani i pogardzani!
Przybywajcie odepchnięci!
Przybywajcie na nie święconej ziemi pochowani!
Niech przyjdą wszyscy ci, którym nikt nie chce jednej świeczki raz do roku na grobie zapalić!
Przybywajcie!
I zdało mi się, że mgła wokół zaczęła gęstnieć i zewsząd, od strony cmentarza, gdzieś z bloków, gdzieś od Mieruniszk, Starego Młyna, zewsząd zaczął ciągnąć korowody ,procesje, długie szeregi widmowych postaci. Zdawało mi się że już zaczynam rozróżniać swoich znajomych, szedł rozmachany „Szeryf”, Zenon Sz. jakby trochę zadumany, roześmiany Zenek….
 I wtedy nagle…
I wtedy nagle te przebrzydłe kocisko się ocknęło, porwało kiełbasę i tylem go widział.
Czar prysł.
            Mgła się rozwiała a ja stwierdziłem, że siedzę jak ten dureń z brudnymi pazurami przy dołku w ziemi i rozmoczonym pudełku po butach. Zerwałem się zaraz, żeby wilka nie dostać bo mi całkiem spodnie na dupie przemokły i  ruszyłem zły przed siebie. Zgniewała mnie ta cała historia z kotem zwłaszcza że ostatnie grosze na tę jego kiełbasę wydałem, a do tego od siedzenia na mokrej ziemi trzeźwieć zacząłem. „Ech”- pomyślałem - „pójdę do
”Dżiniki”, może kto podratuje…”
Ale jak coś się spierdoli, to już musi się spierdolić do końca.. Szedłem przez park kiedy mi pod nogi podwinął się jakiś kot. Jakiś drugi kot, bo to już taka pora była, że tylko koty i Markobrodacze się włóczyły. I nie można się chyba dziwić, że będąc w takim stanie ducha, po takich przejściach kopnąłem tego kota tak, że wyleciał w powietrze, rąbnął łbem w obelisk i padł. Ale ten przynajmniej był na tyle uczciwy, ze durnia nie walał, trupa nie udawał, tylko od razu się zerwał i przeraźliwie miaucząc przepadł gdzieś w mrokach nocy, jak powiada poeta. I okazało się że bynajmniej nie tylko koty i Markobrodacze włóczą się po nocy, bo gdzieś od gminy lazła jakaś kobieta. Kobieta? Babsztyl wredny. I jak się nie rozedrze:
-         Ach ty pijaku, ty smrodzie, żeby ciebie tak ktoś w dupę kopnął, żebyś ty zdechł, żebyś ty jutra nie doczekał, ty szmato, dziadzie śmierdzący!
Widzicie ją. Miłośniczka kotów się znalazła. Bratnia dusza można powiedzieć. Jak piznąłem w tą bratnią duszę kamieniem, to dobrze, że się uchyliła, bo niewątpliwie bym ją na tym chodniku rozciągnął. Kobiety jednakowoż są mniej żywiuszcze jak koty. I głupsze na dodatek, bo ta zamiast pójść kocim śladem i spieprzyć to tylko cofnęła się poza mój zasięg i dopiero zaczęła mordę drzeć:
     -      Morderca! Zabić mnie chciał! Policja! Ludzieeeee, łapać mordercę!!!
No tak. O „Dżince „ można było zapomnieć, bo już światła w oknach się zaczęły zapalać. Jeśli mieli by mnie gdzie szukać to najprędzej tam. Za babą ganiać się nie będę, zwłaszcza że od tego siedzenia na mokrej ziemi nogi mi zdrewnieli. Rad niewola musiałem czmychnąć na Baraki i okrężną drogą wróciłem do swojej chałupy, gdzie na wszelki wypadek kilka dni przesiedziałem o suchym pysku nie wychylając nosa poza próg.
Od tej pory znienawidziłem koty. Lojalnie ostrzegam cały koci ród, żeby mi się pod nogami nie plątał, bo może być z nimi źle. Tylko muszę się rozejrzeć, czy nie ma w pobliżu jakiejś baby.

Copyright byMarkobrodaczo. All rights reserved. Filipów , grudzień 2012

Brak komentarzy: